Wiadomości

Uprawy współrzędne - sposób na darmowe paliwo [rozmowa]

Plusem upraw współrzędnych jest to, że oprócz plonu rośliny podstawowej mamy dodatkowo kilka kwintali z hektara lnianki - mówi Piotr Banaszuk

Plusem upraw współrzędnych jest to, że oprócz plonu rośliny podstawowej mamy dodatkowo kilka kwintali z hektara lnianki - mówi Piotr Banaszuk

Uprawy współrzędne pozwalają uzyskać dwa plony, zamiast jednego – np. zboża i lnianki. Trzeba tylko tak  dobrać rośliny, by można było je wysiać i zebrać w tym samym terminie i by jedne drugim nie przeszkadzały.

Rozmowa z Piotrem Banaszukiem, profesorem Politechniki Białostockiej

Na jednym ze szkoleń dla rolników, organizowanych przez firmę Trans-Rol, opowiadał pan o uprawach współrzędnych, które mogą być sposobem na produkcję paliwa rolniczego. Co to są uprawy współrzędne?

– Jak sama nazwa wskazuje, jest to równoczesna uprawa na tej samej powierzchni pola kilku gatunków roślin. Muszą być to rośliny, które poradzą sobie w takim układzie, optymalnie wykorzystują zasoby i jednocześnie nie przeszkadzają sobie. Odpowiedni dobór zapewnia nie tylko lepsze wykorzystanie przestrzeni uprawowej i wody oraz składników pokarmowych, ale ma też inne zalety: chroni glebę przed erozją, zabezpiecza przed stratami biogenów, no i w wielu przypadkach może przyczynić się do zwiększenia plonu. Korzystne oddziaływanie międzygatunkowe powoduje, że poprawia się także jakość plonów.

Uprawa współrzędna, w której do rośliny głównej domieszką jest roślina oleista może być ciekawym rozwiązaniem dla rolników planujących produkcję paliwa na własne potrzeby. Nasze doświadczenie pokazuje, że tą rośliną oleistą może być lnianka.

 

Niewątpliwie potrzebna jest duża wiedza, by coś takiego robić?

– Oczywiście.  Rolnik musi dobrać odpowiednią ilość materiału siewnego, gęstość i głębokość wysiewu, by jedno i drugie ziarno wzeszło, no i najważniejsze – właściwie zestawić gatunki. Nie jest to łatwe i wymaga sporej wiedzy teoretycznej i pewnej praktyki. Godna polecenia jest współrzędna uprawa lnianki ze zbożami lub roślinami strączkowymi. Warunkiem jest dobór gatunków i odmian o zbliżonej wysokości, a w przypadku strączkowych zastosowanie nowoczesnych odmian wąsolistnych, tak aby rośliny nie musiały konkurować o światło. Niezbyt udają się mieszanki żyta z lnianką, ale na przykład kombinacja z pszenicą, pszenżytem czy owsem, które mają podobną wysokość jak lnianka – już tak. Należy tylko tak dobrać proporcje, żeby rośliny miały trochę przestrzeni życiowej.

Niestety, współczesna specjalizacja rolnictwa wyrzuca uprawy współrzędne poza nawias „nowoczesnej” praktyki. Rolnicy i ich doradcy wolą „zoptymalizowane” monokultury ze standardową agrotechniką. Komu chce się myśleć o doborze gatunków, oddziaływaniach międzygatunkowych, eksperymentować z siewem? Uprawy współrzędne są za to dobrze znane w ogrodnictwie i warzywnictwie, zwłaszcza tym amatorskim i mniej konwencjonalnym.

Czy zatem jest to metoda dla mniejszych gospodarstw?

– Wielkość gospodarstwa nie jest istotna. Po prostu obsiewamy areał dwiema lub trzema roślinami i można to robić na dowolnej powierzchni, ale oczywiście zawsze liczy się efekt skali. Ważne jest coś innego. Kiedy się wspomina o produkcji biopaliw, mówi się, że na terenach rolniczych rośliny oleiste, uprawiane na potrzeby energetyczne są konkurencją dla produkcji żywności lub pasz. My pokazujemy, że nie musi tak być. Na jednym polu można uprawiać roślinę oleistą ze zbożem lub z grochem pastewnym, ważnym z punktu widzenia uzupełnienia bilansu białka. Tu nie będzie konfliktu. Jest to tylko kwestia przemyślanej uprawy,  a później rozdzielenia plonu.

Czyli się opłaca...

– Zbiory rośliny głównej najczęściej są nieco mniejsze, niż w siewie czystym, choć bywają podobne, a czasami nawet większe, zwłaszcza w rolnictwie ekologicznym. Ale plusem upraw współrzędnych jest to, że oprócz plonu rośliny podstawowej mamy dodatkowo kilka kwintali z hektara lnianki. Jej przetworzenie na biopaliwo w lokalnej tłoczni pozwoli zmniejszyć koszty funkcjonowania gospodarstwa. Dodam, że paliwem powinien być czysty olej, a nie biodiesel.

Rolnicy powinni więc zrobić rachunek ekonomiczny. Często patrzą oni na uprawy współrzędne w następujący sposób: liczą ile stracą, jeśli plon np. pszenicy będzie mniejszy np. o 5-10 proc. Tymczasem trzeba policzyć jaki będzie plon rośliny oleistej, ile uda się wytłoczyć oleju, jaką część paliwa, które kupujemy, ten olej zastąpi? Trzeba też uwzględnić, że roślina oleista po wtłoczeniu da nam dwa produkty: olej oraz wytłoki. Wytłoki są zasobne w białko i tłuszcz. Są znakomitym dodatkiem paszowym. Niech więc hodowcy policzą, ile zaoszczędzą na zakupach paszy. W ostatecznym rachunku może okazać się, że stracimy kilka procent plonu, ale – mimo to  – zyskamy.

 

Czy jest zainteresowanie tą technologią uprawy, czy jacyś rolnicy się do niej przekonali?

– Owszem, ale w Niemczech, w Austrii. W Polsce jest to grupa rolników, z którymi Politechnika Białostocka i fundacja EuroNatur testowała tego typu rozwiązania. Doświadczenia były bardzo obiecujące, choć efekty były różne. U jednych gospodarzy wychodziło to bardzo dobrze, u innych tak sobie. Różnice pokazywały,  jak dużą rolę odgrywa agrotechnika i dbałość rolnika o to, jak się produkuje. Najważniejszym celem jest wytwarzanie paliwa. Jeśli rolnik chce je produkować, ale nie zapominajmy o paszy na swoje potrzeby, wówczas uprawa współrzędna ma sens. 

Barbara Kociakowska

Komentarze

By submitting this form, you accept the Mollom privacy policy.